M a r z e c 2 0 1 6
Jeszcze garść opinii zrodzonych z głębin
świadomości, zamkniętej w samotnej klatce,
jak na bezludnej wyspie. Niech ulecą sobie
w przestrzeń kosmiczną na falach internetu
na jakąś drugą Kulę, jeśli taka jest, gdzie duma podobna osobliwość, lub zapuka do wnętrza choć jednej na naszej Kuli, która czuje podobnie.
O d a d o p r z y j a c i e l a
I tobie
należne honory
Przyjacielu
wierny
Pamięć
o tobie trwa
Od matki
odjęty
Umierał z
tęsknoty
Okrutny odźwierny
Nie czuły
na męki
W nagrodę
darował
Stukrotną
ręki
Czułości
gesty
Pamięć
trwa
Przyjaźni
dozgonnej
Tylko psa
Przyjaźń
tak wonna
Pyłek
wśród pyłków trwam na skalnej grani
S n y p r o r o c z e
Świętokradztwo
Co sama
pyłkiem wisi na obszarze
Jesteśmy
sami nie jacyś wybrani
Raz się to pewno we wieczności zdarza
Raz się to pewno we wieczności zdarza
Spojrzę
na kropki rozsypane w dali
Które się
jawią olbrzymami w lustrach
A to co
widać w obrotach się pali
Albo
gejzerem w dal daleką chlusta
Nie
znajdą szkiełka by dotrzeć do krańca
I pewnie
nie ma kogo o to pytać
Ani na
kraniec nie wyślą posłańca
Więc śmiem zadawać to oto pytanie
Ja pył wśród pyłków najbardziej znikomy
Czy to
zabawa była twoja Panie?
Że twoją
mocą powstały ogromy
Puste i
wrzące trwają bez potrzeby?
A wśród
nich jeden błąd dziwaczny niby
Kaprys to
może czy zabawa żeby
Kołowrót na
nim toczył się szczęśliwy?
Czy tylko
jeden kołowrót w ogromie?
Jednego i
tak jest za dużo przecie
Bo może
pusto było w Twoim domie
Trwać tak
samemu poprzez wiecznolecia?
Udane
wszystkie elementy stałe
Zebrane w
sobie pełne subtelności
Czy są
czasowe czy też wiecznotrwałe?
Nie można
było urządzić to prościej?
Czy taka
wola czy to przymus może
I co się
stało przed czasu poczęciem
Że myśl
błysnęła nagle żeby stworzyć
Czy
osobliwość jedną czy może ich więcej?
Wszystko
udane prócz tego stworzenia
Twór
poroniony na tym jednym pyle
Jaki on
lepiej tego nie wymieniać
Nich by
istniały ptaki i motyle
Tylko i
trawy i barwione kwiaty
I
napełniały byt swym aromatem
Morał
pisania tego jednak taki
Wszystkie
motyle i tak zjedzą ptaki
Opowieść o wielkim królu
Spisana ręką kronikarza
Był król
co rządził niewielkim kraikiem
Cierpiał
nieznany bo był prawie nikim
Żołnierza
wcielił by mu wiernie służył
Bez
władzy wielkiej rzekł nie chcę żyć dłużej
Wyrusz
żołnierzu i wojuj za miedzą
Bo tam
wrogowie przyczajeni siedzą
Wyruszył żołnierz dobrze mieczem władał
I
zawojował prowincje sąsiada
Król go w
nagrodę klepnął po ramieniu
Bo jego
męstwo król wysoko cenił
Czas
minął a król rzecze do żołnierza
Inny wróg
z dala pewnie do nas zmierza
Liczę na
ciebie boś ty dzielny rycerz
Przyoblecz
pancerz i załóż przyłbicę
Znów
ruszył żołnierz i wroga pokonał
Król nasz
panował w czterech świata stronach
Twoja
zasługa żołnierzu jest wielka
Niech cię
ozdobi na ramieniu belka
Był
jeszcze jeden kraj całkiem w oddali
Nikt i
królowie nie znoszą rywali
Idź i
walcz dzielnie ja liczę na ciebie
Będę się
modlił a znajdziesz się w niebie
Kraj
króla sięgał aż za morze wielkie
Daniny
płacą chętnie ludy wszelkie
Słał król żołnierza jeszcze raz i drugi
Bo chciał
przed ludem mieć wielkie zasługi
Coraz się
bardziej kraj króla rozrastał
Króla
chwaliły wszystkie wsie i miasta
Wreszcie
włożono królowi na głowę
Cesarskie
znaki choć lud miał cierniowe
Aż tu
nadeszło na cesarza licho
Nie
cierpiał odszedł bez rozgłosu cicho
Był wielki takim też pisany koniec
Lud go
pochował w wielkim panteonie
A
żołnierz? Leży gdzieś w samotnym grobie
Nikt
pewnie w jakim nigdy się nie dowie
K o r d i a n
i c h a m
(Leon
Kruczkowski tytuł powieści)
Cierpiał
lud prosty gnębiony od wieków
Z ludu
wyrośli jego gnębiciele
W
pałacach żyli klękali w kościele
Leniwą się czas toczył rzeką
Ci co
wyrośli strojne Kordiany
Ojczyznę
mieli jako właściciele
Postawy
na jej podzielili ciele
Ludowi
praca i kajdany
Innym z
pałaców ukłony słać przyszło
Byli
oporni byli zausznicy
Pierwsi
stanęli przy zbrojnej rusznicy
Cham o pomocy nie chciał słyszeć
Kordiany
z chamem nie stanęli razem
Bezwładne
dzieje rozdziały przyniosły
Przepaść
głęboka w ojczyźnie wyrosła
I
zgniotła obcych sobie głazem
Stała się
wolna lecz krzywd nie ujęto
Do głosu
doszli tylko Kordiany
Jedni i
drudzy razem potargani
Z lwa i prawa spięły pęta
Nadeszli równań
wschodni głosiciele
Równał ojczyznę
nieprzyjazny walec
Po raz
kolejny groził Boży palec
I było
ciemno przez lat wiele
Tym razem
moc się boża zlitowała
Lud w sobie zrównan znalazł rozwiązanie
Dałeś mu
mężów do pomocy Panie
Jedność
już odtąd będzie trwała?
Aleć czy
zgodzi się Polak z Polakiem
Trzeba
żyć w dwajsób jako przed wiekami
Bo zgoda
przecież nasz charakter plami
Cep jest Polaku twoim znakiem
Przyjdzie
nam pewnie za brak zgody płacić
To proste
rymy niech niosą przestrogę
Kara
nadejdzie za mieszanie z Bogiem
Ziemskich
niesnasek pośród braci
O p
i n i a
Wiersze
piszą
Rymy
jednodniowe
O czym?
Zobaczymy
Jedni mroczne
Jedni mroczne
Inni
bezsłowe
Nie wiele
znaczą
Spoczywają
na półkach
Piszą o
rozpaczy?
Majestacie?
Żony
grymaszą
Synowie
głusi
W snach
poczęte
Gdy je ma
się
Rozmowa z
sobą
Gdy ją
wymusi
Cisza
grobowa
Z bliska
i z dala
Więc
piszą jedni
Niezdolni
piszą
Piszą
brednie
Piszą
zdolni
Pochwałę
usłyszą
Przypadek
zdarzy
Od luminarzy
We śnie
widzę wiele
Jak
Baltazar faraon
Nie ma Józefa ni Eliasza
Chude i
tłuste
Nawet nie
krowy
Ni napis
się ściele
Znaki
daje Charon
Zaprasza
Świecę na
groby
Zapalać
Jedną w
plastykowej
Torbie
noś
W zapasie
Zapali ci
człowiek
W twoim
czasie
Sny pójdą
z tobą
Do grobu
W i m i e n
i u w i e l u
Już wiem
jak wiersz się pisze
Lektury
sław mi rzekły
Napiszesz przerwiesz cisze
Gdy
samotność ci piekłem
Słowa co
emanacją
I darem
są od bogów
Posłane
do mnie spacją
Zastąpić
słów nie mogą
Gdy nie
ma słów najbliższych
Myślą
rzucam o ściany
Ich grzmot nie przerwie ciszy
Gdzieś w
duszy zakopanej
Podrzutek rodem z cieni
Podstępem
myśl zniewolił
Szalbierstwem
sąd odmienił
Zgubił
się byt bez soli
I tak
chodzą po ludziach
Cisze czy
słowa obce
Ten sam
język w
posłudze
Znaczenia
na manowcach
Zatem za
siebie, wielu
Proszę o
zapomnienie
Bezsłowy
przyjacielu
Gdy się
staniemy cieniem
Wykreślaj
nas z rejestru
Pamięci nie obciążaj
Żyć
będzie lżej ci przez to
Postąpisz
nader mądrze
S p u ś c i z n a
Nie wiem
wierzyć czy nie
Horacy i
Homerzy
Zakopani
w kurzach
Nie dało
im się przeżyć
W pamięci
ich zanurza
Starzec
póki nie zginie
Póki w
półkach butwieje
Foliał nie tknięty
gestem
Owidiusz
powie jestem
Jeszcze
choć martwy prawie
W
umysłach już nie bawię
A ci co
wyklinani
Znaczeni Jahwy palcem
Paleni
przeganiani
Uznani za
zakalce
Pisali
księgi wieków
Prawdy
światu wróżebne
Czy
wierzyć mam im nie wiem
A jak
nasienie księga
Na
obszar płodna globu
Do czasu
dna dosięga
Złe
wiatry jej nie zmogą
Z niej
się myśl ludzka łoni
Dłuta i
pędzla twory
Na
wszystkich świata stronach
Z tych
ksiąg litery biorą
Materiał
i natchnienie
Ta wciąż
króluje księga
Choć ich
autorów ciemne
Przez
wieki zło dosięga
Trwa
poprzez tysiąclecia
Lud i
pisana księga
Ajschylos
w kurzach tonie
Bez życia
śpi Seneka
Ich
świata blisku koniec
A księga
wciąż urzeka
Wciąż
żyzna jak dziewica
Jej
twórcy jakby rzeka
Narybkiem
wciąż zachwyca
Michelson
i Einsztajny
Odkryją
tajność światła
Bo naród
wiedzo dajny
Rymów i
kunsztu słowa
Całe wydał plejady
Nagród
cała połowa
Na głowy
wielkim spada
Z Ur
wyszedł protoplasta
Wiódł
prorok z pod piramid
Gdzie
wzrośnie święte miasto
A tam
pisana księga
Przez
wieki ludzi karmi
Ku
krańcom ziemi sięga
"Opowieść o wielkim królu" mogłaby być w szkole nawet omawiana. Morał prosty, ale ważny!
OdpowiedzUsuń